Co się dzieje z książką, gdy wraca z rąk redaktora i korektora? Ile czasu potrzebuje składacz, żeby była gotowa do druku? Z czym się wiąże decyzja o wydaniu książki w ramach self-publishingu? Co zrobić (i do czyich drzwi zapukać), żeby proces wydawniczy nie wpędził autora w rozpacz? No i jak połączyć pasję, chęć rozwoju i prowadzenie działalności gospodarczej z opieką nad trójką dzieci? Na wszystkie moje pytania dokładnie i cierpliwie odpowiedziała Sylwia Chojecka, czyli szefowa w firmie wydawniczej Od słowa do słowa.

Sylwio, razem z mężem prowadzicie firmę wydawniczą Od słowa do słowa. Czym dokładnie się zajmujecie i jakie wsparcie oferujecie autorom?

Nasza firma zajmuje się outsourcingiem wydawniczym – to znaczy, że oferujemy autorom wsparcie na każdym etapie procesu wydawniczego. Nie zajmujemy się w zasadzie tylko promocją i sprzedażą tytułów, a to odróżnia nas od klasycznego wydawnictwa. Jesteśmy po to, by autorzy, którzy chcą wydać książkę w systemie self-publishingu, mogli zlecić redakcję, korektę, skład, projekt okładki i w ogóle poprowadzenie całego procesu wydawniczego.

Załóżmy, że zgłasza się do nas autor, który napisał powieść i z różnych względów nie chce jej wydać z wydawcą. Umawiamy się na spotkanie i przedstawiamy mu różne możliwości. Podstawowy pakiet usług to redakcja, skład, korekta, projekt okładki (współpracuje z nami kilku grafików, którzy specjalizują się w różnych gatunkach). Czasami autorzy mają zewnętrznych grafików i projekt okładki nadzorują sami – i to też jest w porządku. Jesteśmy otwarci na różne warianty współpracy. W wersji „full” oferujemy również przygotowanie do druku i kontakt z drukarnią (kto kiedykolwiek miał okazję uczestniczyć w tym etapie, wie, ile zajmuje to czasu), e-book w trzech formatach, mockupy i grafiki do social mediów. Wartością dodaną jest prowadzenie całego procesu wydawniczego – tym najczęściej zajmuję się sama. Dbam o to, by projekt był dobrze rozłożony w czasie (i miał odpowiednie bufory), odpowiadam za kontakt z podwykonawcami, rozmawiam z autorem i prezentuję jego wizję książki pozostałym osobom w zespole. Jeśli autor potrzebuje jakichś materiałów wcześniej (np. do promocji lub przedsprzedaży) – dbam o to, by otrzymał je na czas i by były odpowiedniej jakości. Jeśli autor chce zorganizować spotkanie autorskie promujące jego książkę online, prowadzę takie spotkanie.

Oprócz tego wykonuję redakcje i korekty, odpowiadam za nasze kanały w social mediach i reklamę. Mamy wiele planów na rozwój firmy – chcielibyśmy jeszcze w tym roku poszerzyć ofertę o dodatkowe usługi i wdrożyć kilka własnych projektów wydawniczych, ale działamy krok po kroku i koncentrujemy się przede wszystkim na tym, by książki, które wychodzą z naszej pracowni, prezentowały jak najlepszą jakość.

Chyba niewielu czytelników zastanawia się nad tym, jak wygląda droga książki od pomysłu w głowie autora/autorki do wersji papierowej. Moi czytelnicy wiedzą już, że po napisaniu książki wędruje ona do redaktora i korektora. Jeśli jest to książka dla dzieci – w pracę włącza się też ilustrator(ka). A co się dzieje, kiedy zredagowana książka trafia w Wasze ręce? Czy wystarczy zrobić magiczne kopiuj-wklej z Worda do jakiegoś programu graficznego i książka jest gotowa do druku?

Jeśli tekst jest już zredagowany, a autor zleca nam skład, rozmawiamy z nim najpierw o jego wizji książki. Pytamy, jakie ma oczekiwania, kto jest odbiorcą, czy ma sprecyzowaną kolorystykę, czy dostarczy nam materiały w postaci np. zdjęć (w przypadku książek poradnikowych lub eksperckich). Po takiej rozmowie przedstawiamy kilka propozycji layoutu do wyboru i pracujemy dalej na tym, który przypadnie do gustu autorowi (oczywiście z uwzględnieniem wszelkich modyfikacji).

Składacz (w naszej firmie za tę działkę odpowiada mój mąż, Tomek) pracuje na profesjonalnych programach do składu tekstu (używa całego pakietu Adobe, a podstawą jest oczywiście InDesign). I zdecydowanie jest to bardziej skomplikowane niż kopiuj-wklej. Zaprojektowanie książki wymaga wiedzy z zakresu typografii, wiąże się z umiejętnością obliczeń, dopasowania krojów, kolumny itd. do danego typu publikacji. Jeśli w procesie wydawniczym uczestniczy także ilustrator, dbamy o to, by dostarczył rysunki o odpowiednich parametrach, i projektujemy layout tak, by wszystkie jego elementy były spójne. Mało kto wie, że na projekt okładki składa się nie tylko front (czyli to, co widzimy najczęściej), ale także tył, grzbiet, skrzydełka. Jeśli autor nie ma pomysłu na notkę okładkową, chętnie pomagamy mu w ułożeniu takiego tekstu (ja lubię pisać takie notki, bo to dla mnie jedno z najbardziej kreatywnych zadań). Grzbiet książki musi mieć odpowiednią szerokość (co wynika z obliczeń uwzględniających liczbę stron i rodzaj papieru) i to też jest nasze zadanie, by przygotować pliki zgodnie z wytycznymi drukarni. Ach, no i jeszcze kwestia korekt po składzie. Wykonujemy ich czasami nawet kilka, zwracając uwagę przede wszystkim na błędy składu, a także na wszystkie inne kwestie, których nie można przeoczyć na tym etapie.

Dużym plusem jest to, że nie wymieniamy się plikami z osobą z zewnątrz i pracujemy fizycznie obok siebie. To naprawdę oznacza dużą oszczędność czasu, wymiany korespondencji i nieporozumień. Jeśli autorowi zależy na sprawnej komunikacji podwykonawców i nie ma ochoty sam pełnić funkcji project menagera, z pewnością doceni ten aspekt naszych usług. Słowem: kontaktujemy się z autorem tylko wtedy, gdy coś wymaga jego akceptacji i podjęcia najważniejszych decyzji, a potem przekazujemy mu gotowy produkt.

Ile czasu zajmuje praca nad książką na etapie jej składania?

Trudno precyzyjnie odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ wszystko zależy od objętości książki i skomplikowania layoutu. Prostą powieść można złożyć nawet w kilka dni, ale jeśli projekt ma więcej elementów graficznych/zdjęć/tabel/infografik itp., ten czas się wydłuża.

Czy składanie książki to ostatni etap jej tworzenia? Czy może do pracy nad tym, jak będzie wyglądała okładka (a jak wnętrze), warto przystąpić już wcześniej? Co właściwie musi wiedzieć autor(ka), kiedy wysyła tekst do Waszej firmy?

Im więcej autor wie o swojej książce na początku współpracy, tym lepiej. To bardzo ułatwia nam zaplanowanie działań. Jeśli ma jakieś inspiracje, coś się mu szczególnie podoba i chciałby to przenieść do swojej książki, tym łatwiej dla nas, bo nie błądzimy po omacku. Często jednak autorzy po prostu zdają się na nasze wskazówki i wybierają jeden z kilku proponowanych layoutów.

Ze względów promocyjnych warto zacząć od okładki (jeśli autor nie ma własnego zewnętrznego grafika, zaczynamy właśnie od tego). Czasami też przygotowujemy jakiś fragment do przedsprzedaży (np. spis treści i jeden rozdział), nierzadko też jesteśmy proszeni o wybór fragmentów do promocji. Podczas jednej z naszych ostatnich realizacji miałam okazję wybierać takie fragmenty (sprawiło mi to mnóstwo frajdy, ponieważ autor jest dziennikarzem radiowym i wiele z nich wykorzystał jako mininagrania – brzmiało to naprawdę świetnie i intrygująco).

Ogromnie ważny jest też czas. Autorzy niestety często traktują skład i prace nad przygotowaniem do druku po macoszemu. Termin premiery już majaczy na horyzoncie, czas się kurczy, prace nad redakcją już chwilę zajęły, więc my często czujemy oddech na plecach i delikatną presję. Jest to zrozumiałe, ale etap składu, ostatnich korekt i w ogóle przekazania plików do drukarni to ostatnie, ale bardzo ważne (by nie rzec najważniejsze) ogniwo. Pośpiech na pewno tu nie pomaga. Dlatego tak często powtarzam u siebie na Instagramie, by zaplanować odpowiednio dużo czasu na proces wydawniczy i już na etapie pisania książki odezwać się do podwykonawców i ustalić harmonogram.

Od lat pracuję zdalnie. Moje biuro to mój dom. Jako mama trojga dzieci w wieku od dwóch do dziesięciu lat mogę powiedzieć, że praca w takim trybie i łączenie jej z opieką nad dziećmi ma zdecydowanie dużo plusów, ale też mnóstwo minusów. Czy możesz opowiedzieć mi, jak sobie radzisz jako kobieta aktywna zawodowo, obecna w mediach społecznościowych, ale także mama? W czym tkwi sekret Twojego sukcesu?

Sekret sukcesu brzmi pięknie, ale szczerze mówiąc, nigdy tak o sobie nie myślałam. Ja w ten sposób pracuję kilka lat (kiedy miałam jedno dziecko, pracowałam na etacie w wydawnictwie. Potem, gdy zdecydowaliśmy się na powiększenie rodziny, podjęłam decyzję o tym, że już nie wrócę na etat). Jest tak, jak powiedziałaś – łączenie roli mamy z prowadzeniem firmy ma mnóstwo plusów, ale także minusów. Wszystko zależy od tego, jaka jest skala firmy, czy dzieci chodzą do przedszkola lub szkoły, czy przesypiają noce, czy budzą się co kilka godzin, czy mamy jeszcze jakąś pomoc, czy zajmujemy się nimi sami. Muszę przyznać, że na obecnym etapie, gdy firma mocno się rozwinęła i pracujemy na pełnych obrotach, nie jest to łatwe do pogodzenia. Na pewno nie ma to nic wspólnego z instagramową wizją pracy przy kawie w czasie dwóch godzin drzemki najmłodszego dziecka. Mamy mnóstwo projektów, przygotowujemy po kilka książek naraz, ja dodatkowo uruchomiłam warsztat redakcji i korekty, który miał już jedną edycję i będzie miał kolejne.

Zawsze chciałam się rozwijać i mocno wierzyłam w to, co robię. Traktowałam swoją pracę szalenie poważnie. Tak traktuję każdego mojego zleceniodawcę. Daję z siebie wszystko – niestety często kosztem nieprzespanych nocy, weekendów zajętych pracą, braku wolnego czasu dla siebie. Ale tak kiedyś zdecydowałam i wiedziałam, co się z tym wiąże. Wiem też, że jest to etap przejściowy, dzieci podrosną i będzie łatwiej. Śmiejemy się z mężem, że Od słowa do słowa to nasze czwarte dziecko. Poświęcamy tej firmie wszystkie nasze zasoby, ale to, w jakim kierunku się ona rozwija, jest naszą wielką dumą. I chcemy iść w to dalej.

Naszym marzeniem jest stworzenie pracowni poza domem, bo mimo iż mamy domowe biuro, to jednak chcielibyśmy oddzielić strefy zawodową i prywatną. Otaczamy się mnóstwem materiałów, książek, sprzętu i wiemy, że w pewnym momencie przeprowadzka będzie nieunikniona. Ale myślimy o tym wszystkim z ekscytacją i optymizmem. Nasz trzyosobowy zarząd (tak żartobliwie nazywamy nasze dzieci, co zupełnie nie mija się z prawdą) nieustannie dba o to, by nie brakowało nam wrażeń. Wiemy, co to praca pod presją i w trudnych warunkach. Ale w myśl zasady „co nas nie zabije, to nas wzmocni” idziemy dalej i jakoś to się wszystko kręci.

Sylwia Chojecka, Od słowa do słowa
Sylwia Chojecka, Od słowa do słowa

……………………………………….
Pozostałe części cyklu Rozmowy z Ludźmi Książki znajdziesz tu:
Nie czuję się specjalnie utalentowana – wywiad z pisarką, Katarzyną Wierzbicką
Noce przynoszą mi najlepsze pomysły – wywiad z ilustratorką, Joanną Czarnecką
Naszym zadaniem jest stanąć w cieniu za autorem wywiad z redaktorką i korektorką, Ewą Popielarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *