Jak powstają ilustracje do książek? W czyjej głowie mają początek, ilustratora czy autora? Jakie cechy powinien mieć dobry ilustrator i czy potrzebny jest dyplom akademii sztuk pięknych? Co zrobić, żeby zadebiutować na rynku książki dziecięcej? No i jak łączyć pracę z byciem żoną i mamą dwójki dzieci? Zapytałam o to Joannę Czarnecką, czyli Zojkę – autorkę ilustracji do cieszących się popularnością książek Razem i Zawsze. Tym samym zapraszam na część drugą cyklu Rozmowy z Ludźmi Książki.

Asiu, jesteś autorką ilustracji do dwóch książek, które powstały we współpracy z Joanną Świercz. Mam na myśli Zawsze i Razem. Czy możesz opowiedzieć mi, jaka jest Wasza historia? Jak doszło do tej współpracy i jaki przyświecał Wam cel?

To w ogóle niesamowita historia. Historia jak marzenie niespełnionego ilustratora! Na swoim fanpejdżu na Facebooku pokazuję moje prace, bardzo różne. Joanna Świercz, mając już pomysł (i chyba nawet tekst) na Zawsze, natknęła się na moją jesienną akwarelę i od razu zobaczyła, że takie ilustracje idealnie będą pasowały do jej książki. Zaprosiła mnie do tego projektu i – pewnie z niemałym poczuciem ryzyka, bo przecież był to mój debiut w ilustracji dziecięcej – ustalałyśmy wizję książki. Tego, co ma przekazywać i jak mamy stworzyć coś wyjątkowego. Coś, co mimo minimalistycznych i prostych ilustracji, będzie niosło spory ładunek treści.

Jakie zatem umiejętności, zdolności i wiedzę trzeba mieć, żeby zostać ilustratorką? Czy trzeba ukończyć akademię sztuk pięknych i mieć w kieszeni dyplom artysty, czy wystarczą pasja i talent?

Sporo czołowych ilustratorów i osób zajmujących się sztuką/grafiką nie ma dyplomu uczelni artystycznej. Uważam, że z pewnością wiedza i umiejętności wyniesione ze studiów kierunkowych to duży atut, ale nie warunek konieczny. Wielu cenionych polskich i światowych twórców nie ma dyplomu, a osiągają niesamowity warsztat i sukces. Ja sama nie studiowałam na akademii sztuk pięknych, a rysowanie i malowanie były moją główną (jedyną prawdziwą?) pasją od zawsze. W sztuce niejednokrotnie możemy zaobserwować, że umiejętności twórcy mają drugoplanowe znaczenie a to, co tworzy clou dzieła, jest oparte przede wszystkim na pomyśle. Spójrzmy na malarstwo abstrakcyjne – ileż to razy słyszeliśmy „Eee, tak to ja sam potrafię”, „Eee, takie tam maziaje – każdy by to zrobił”. To w ogóle temat na osobny wywiad. 😉 Bywają artyści, którzy prezentują niesamowity warsztat – mają wypracowaną i pewną kreskę oraz doskonałe oko do przetwarzania rzeczywistości na obrazy. Gdzieś na tej skali odnajdziemy każdego z twórców. Idealnym połączeniem jest oczywiście wykorzystanie obu tych pól sztuki i do tego dążę w swoich poszukiwaniach twórczych – niech umiejętności manualne służą jak najpełniej przekazowi, który artysta chce nieść dalej.

Zawsze mnie to ciekawiło, jak wygląda cały proces powstawania ilustracji do książek. Wiadomo, że wszystko zaczyna się w głowie. No właśnie, w czyjej? Ilustratora(-ki) czy autora(-ki) książki? Co się dzieje potem?

Bywa różnie. Czasem autor ma wizję mniej lub bardziej konkretną i potrzebuje ilustratora w roli sprawnego rzemieślnika, który pomysły przeleje na papier. Bywa też tak, że autor nie ma jakichś konkretnych wyobrażeń i ufa ilustratorowi, oddając mu w pełni sferę wizualną książki. Zazwyczaj dzieje się to gdzieś pomiędzy tymi dwoma biegunami. Są burze mózgów i momenty pracy własnej ilustratora. Z niektórymi autorami współpracuje się na zasadzie akceptacji każdego z etapów ilustrowania, a innym przedstawia się gotowe ilustracje. Na pewno więcej satysfakcji daje praca, gdy ilustrator ma wolną rękę, ale z drugiej strony duch współpracy, długie rozmowy i ustalenia pozwalają nam, grafikom, poznać bliżej autorów – a to są wspaniałe osoby z niesamowitymi umysłami i energią.

Pewnie każdy twórca ilustracji, a właściwie to każda para ilustrator – autor, mają wypracowany swój schemat działania. Na samym początku trzeba się dobrze zaznajomić z tekstem. Warto też porozmawiać z autorem. Co on chce przekazać? Jaki jest jego cel? Następnie trzeba dobrać styl i kolorystykę. Zaprojektować postaci, ująć wszystko w pewną spójną konwencję. Są ilustratorzy z jedną konkretną specjalizacją i zazwyczaj mają opracowany styl pasujący do publikacji, dla jakiej tworzą (ilustratorzy książek dla dzieci, czasopism, projektanci okładek powieści itp.). Jeśli ktoś już ma zawężone pole działania, to etap poszukiwania stylu ma za sobą.

Kolejny etap to szkice koncepcyjne – tekst jest dzielony na rozkładówki i nakreśla się ogólne ramy kompozycyjne dla każdej strony, z uwzględnieniem miejsca na tekst. Po zaakceptowaniu szkiców przez autora, można przejść do wypełniania kolorem i tworzenia gotowych ilustracji. Na każdym etapie oczywiście jest miejsce na zmiany/poprawki. To też jest indywidualnie ustalane.

A jak wygląda technicznie przenoszenie ilustracji do książek? Choć może to już pytanie do składacza? Szkice koncepcyjne tworzysz ręcznie. Jeśli dobrze zrozumiałam, to te właściwe tworzysz na tablecie? One są potem zapisywane jako JPG/PNG i przesyłane do składacza?

Faktycznie to bardziej pytanie do składacza, ale ze swojej strony ilustratora (jeszcze-nie-składacza 🙂 ) mogę powiedzieć tak – już na etapie przystępowania do ilustracji muszę mieć informacje o tym, jaki będzie format książki i na jakim papierze będzie ona drukowana. Muszę też mieć wytyczne z drukarni dotyczące przygotowania plików. Z autorem ustalam na samym początku rozplanowanie tekstu na stronach – czy książka ma mieć 100 stron i na każdej po 4 wersy, czy może będzie miała 25 stron i średnio 16 wersów. Proporcje stron wyznaczają ramy do ustalenia kompozycji i to też jest niezwykle ważne, by decyzja ta powstała na wstępie. Każdą ilustrację przygotowuję jako gotowe pliki rozkładówek.

Pliki do składu przesyłam w wersji nieedytowalnej, zazwyczaj jest to format TIFF lub PSD. Najczęściej załączam też poglądowe pliki, gdzie zaplanowałam rozmieszczenie tekstu.

Ile potrzeba czasu, żeby stworzyć ilustracje? To jest kwestia dni, tygodni czy może miesięcy?

Raczej stawiałabym na tygodnie/miesiące. Ja potrzebuję sporo czasu na zanurzenie się w tekście i znalezienie pewnego rodzaju klucza, który pozwoli mi na zobrazowanie otrzymanego tekstu. Do tej pory pracowałam nad całkiem różnymi ilustracjami, z zupełnie innych dziedzin – ilustracje obrazujące karmienie piersią do e-booka o pierwszych miesiącach życia z dzieckiem, ilustracje do książek dla dzieci (ale z zakodowanym pewnym przekazem dla rodzica), projekt fototapety-mapy, aż po ilustracje współczesnego tomiku poezji… Każda z tych pozycji wymaga indywidualnego rozpatrzenia i zaprojektowania. Często jest tak, że minimalistyczne ilustracje wymagają więcej czasu niż te wypełnione mnogością elementów, kolorowe. Bo upraszczanie treści i szukanie trafnych środków wyrazu również zajmuje czas.

Długość pracy nad ilustracjami zależy też od zasobów, jakimi dysponuje twórca – ile godzin dziennie może poświęcić na pracę i jak długo jest w stanie pracować. Praca twórcza, stety niestety, potrzebuje przerw i oddechu, żeby była efektywna.

Czy masz jakieś rytuały związane ze swoją pracą? Siadasz w kącie do pracy, za biurkiem, z kubkiem ulubionej kawy/herbaty? Pracujesz cały dzień czy wieczorami? Jak wygląda Twój ilustratorski świat?

Pracuję w domu, mam w nim swoją pracownię. Wprawdzie zdarza mi się w niej nadepnąć na klocek Lego, czy znaleźć na podłodze narysowaną kredkami akwarelowymi mapę, ale jest to moja przestrzeń do pracy na tablecie graficznym. Mam komputer stacjonarny, duży tablet i dodatkowy monitor, więc chcąc nie chcąc pracuję głównie tu. Inaczej jest z tworzeniem na papierze. Jeśli maluję akwarele bądź tworzę szkice koncepcyjne do ilustracji, rozsiadam się przy stole w salonie, robiąc przy tym niewyobrażalny bałagan! Tak uwielbiam pracować. Niestety przy dwójce małych dzieci nie mam za wiele możliwości na tę moją ekspansję poza pracownię.

Co do drugiej części pytania – jestem sową, nocnym markiem, a noce przynoszą mi najlepsze pomysły i owoce pracy. Ale jest też druga strona medalu. Po takiej twórczej nocy bolesne są poranki o piątej rano, gdy wstają dzieci i nie przyjmują do wiadomości że „jeszcze 5 minut”. 😉

Staram się kończyć pracę do północy (różnie mi to wychodzi i ja też różnie na tym wychodzę), by rano móc funkcjonować w świecie skowronków. 😉 Jestem pełnoetatowym ilustratorem i na szczęście nie muszę dzielić tej pracy z inną. Nie udałoby mi się na pewno pogodzenie macierzyństwa, ilustracji i jeszcze pracy w szwalni/na uczelni/”wstaw dowolne”.

Czy praca nad ilustracjami do pierwszej książki była dla Ciebie furtką do kolejnych zleceń? Czy one pojawiały się stopniowo? Jak wyglądały Twoje początki w zawodzie ilustratora? I jak zatem godzisz pracę z rolą mamy dla dwójki dzieci?

Moja historia pewnie jest banalna i wpisuje się w schemat typowego wkroczenia kobiety na ścieżkę własnej działalności. Byłam wtedy świeżo po urodzeniu drugiego dziecka. Przede mną był rok urlopu macierzyńskiego i wizja powrotu do pracy na etacie lub całkowita zmiana zawodowa. Nie miałam celu, planu. Zadziałał tu chyba przypadek, bo w sumie poza pierwszym projektem nie szukałam kolejnych – napływały same. Tym pierwszym przedsięwzięciem była inicjatywa pro bono. Wraz z grupą graficzek stworzyłyśmy serię dyplomów dla wcześniaków z oddziału neonatologicznego jednego ze śląskich szpitali. Po tym projekcie zostałam zaproszona do stworzenia ilustracji do e-booka o pierwszych miesiącach życia z dzieckiem. Później przyszła pora na ilustracje do książek Joanny Świercz –Zawsze i Razem, na projekt fototapety dla Lajkastudio.pl oraz kolejne współprace z innymi wspaniałymi autorkami (jesteśmy przed premierami, więc jeszcze nie zdradzam nic więcej). Miałam po prostu ogromne szczęście, że na swej drodze napotkałam wspaniałe kobiety, z którymi mogłam współtworzyć.

Moje kolejne szczęście to wspierający mąż. Dzięki niemu mogłam znikać w pracowni, podczas gdy on ogarniał dom, stanowiąc przy tym 200% rodzica w rodzicu dla naszych dzieci.

Jest też druga strona medalu – praca po nocach i sporo stresu, bo trudno jest zaplanować terminy przy życiu rodzinnym. Na przykład przez jedną infekcję przyniesioną z przedszkola rozkładało nas po kolei jak domino i tygodnie uciekały bardzo szybko. Człowiek najpierw ogarniał przedszkolaka, kolejny tydzień niemowlaka, katar trzydziestolatka (najgorzej!!!) i w międzyczasie swoją anginę. Sytuacja placówkowo – epidemiologiczna i niepewność nie sprzyjają harmonogramom. Jednak nie poddaję się i uparcie trzymam się planu, by dawać światu kolejne ilustracje i robić to najlepiej, jak potrafię! Satysfakcja z dobrze wykonanej pracy potrafi skutecznie zrekompensować zmęczenie, i to z nadwyżką! A ta nadwyżka wyzwala energię do dalszego działania!

Gdybyś mogła coś doradzić osobom – które jeszcze nie zadebiutowały ilustracjami do książki, a bardzo by tego chciały – co byś im powiedziała?

Hmmm… nie czuję, bym była osobą, która powinna udzielać rad. Sama niedawno zadebiutowałam… ale mogę powiedzieć, co mi przyświeca w pracy ilustratora. Do każdego projektu podchodzę jak do „dzieła życia”, za każdym razem chcę spojrzeć i mieć pewność, że wykorzystałam na 100% swoje możliwości manualne i intelektualne. Nie robię nic na pół gwizdka i chcę być dumna z każdej wykonanej pracy. To pewnie echo szkolnego prymusa – moją drugą pasją, poza malowaniem, była nauka i zdobywanie wiedzy. 😉

Asiu, na zakończenie zdradź nam, jakie masz plany zawodowe na najbliższą przyszłość. Nad czym teraz pracujesz?

Obecnie pracuję nad naprawdę dużym tekstem. Są to ilustracje do książki dla dzieci, ale szczegółów zdradzić nie mogę. Będzie barwnie, będzie ciekawie i mam nadzieję – emocjonująco! Poza tym czekam niecierpliwie na ukazanie się dwóch publikacji, do których już zakończyłam ilustracje, czyli wspomniane wcześniej e-book oraz tomik poezji. W kolejce czeka też na mnie sporo arcyciekawych wyzwań. Chciałabym je wszystkie zacząć tu i teraz, ale muszę samą siebie temperować i iść po kolei, zgodnie z harmonogramem pracy.

Dziękuję Ci za rozmowę i trzymam mocno kciuki za kolejne wyzwania i sukcesy!

……………………………………….
Pozostałe części cyklu Rozmowy z Ludźmi Książki znajdziesz tu:
Nie czuję się specjalnie utalentowana – wywiad z pisarką, Katarzyną Wierzbicką

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *