Opowiem Ci bajkę, jak kot palił fajkę. A kocica papierosa, upaliła kawał nosa […]. Pamiętasz ten wierszyk dla dzieci? Takie bajki to ja lubię. Wiesz, dlaczego? Bo nie muszę ich wymyślać na zawołanie. Wystarczy je przeczytać. Tylko, że moja bajka jest o tym, jak fajnie czasem zejść z utartych szlaków i pójść w nieznane. Chcesz wiedzieć więcej?

Za siedmioma górami….

– Mama, a opowiesz mi bajkę?- Mój syn zastrzelił mnie pytaniem, kiedy leżeliśmy wieczorem obok siebie, w jego łóżku. I o ile moje oczy właśnie zamykały się pod ciężarem błogiej senności, tak po jego słowach otworzyły się gwałtownie. „O nie, tylko nie bajka! Nie, nie, nie! Przecież ja nie umiem opowiadać. Jestem beznadziejna w te klocki”, myślałam załamana. No ja nie z tych, co to w ułamku sekundy znajdą w głowie charyzmatycznego bohatera, dynamiczną akcję, powalające na kolana dialogi i świetny morał. A morał przecież musi być. Co to za bajka bez ciekawego morału? Ja potrzebuję kartkę, długopis i chwilę do namysłu. Najlepiej myśli mi się w pisaniu. Wtedy łączę w głowie wszystkie elementy historii. Ale moje dziecko nie będzie przecież czekać, aż „na kolanie” napiszę dla niego bajkę.

Walczę ze smokami. Wracam niebawem

Nie mogłam mu odmówić. Patrzyło na mnie tymi wielkimi oczętami. Objęło mnie ramieniem i czekało przejęte na historię. Podjęłam wyzwanie. Poszło średnio, ale zdecydowanie nie beznadziejnie, bo następnego dnia moje dziecię znowu poprosiło o bajkę. Tym razem wypadłam dużo lepiej. Trzeciego dnia byłam już tak zadowolona ze swojej kreatywności, że zamierzałam spisać pomysły i rozwinąć nasze historie! Wiesz, czego nauczyłam się przez te trzy zaskakujące wieczory? Przyparta do muru odkryłam swoje możliwości. Byłam w szoku, że jak mi bardzo zależy, to potrafię w mig wymyślić zgrabną historyjkę, połączyć szybko elementy w spójną całość i jeszcze zapodać morał! Dawno nie działałam w takich warunkach, bo nienawidzę sytuacji podbramkowych i improwizacji. A może właśnie trzeba od czasu do czasu potrząsnąć swoim światem w fasadach, zmierzyć się z przekonaniami i lękami?

Tymczasem w realu

A potem doznałam olśnienia. Czy tak właśnie czują się uczestnicy moich warsztatów, kiedy w określonym czasie muszą napisać tekst a niekiedy nawet podzielić się nim z innymi? Czy serce im kołacze ze strachu, kiedy ubierają myśli w słowa? Oni pewnie też zastanawiają się, czy ich teksty mają sens. Jak zostaną odebrane przez pozostałych? Dzielenie się swoją wyobraźnią, literacką estetyką, często bardzo osobistą twórczością wymaga przecież odwagi. Jednak kiedy myślę o tekstach, które powstały na moich warsztatach, nie przypominam sobie żadnego „słabego”. Słowo! Nikt nigdy nie przeczytał takiego, którego musiałby się potem wstydzić. Na pewno jest na to zjawisko jakieś psychologiczno-biologiczne wytłumaczenie. Pewnie w takich sytuacjach w organizmie wydzielane są określone hormony, albo zawiązują się specjalne połączenia, które wydobywają z duszy ogromne pokłady kreatywności. Może to adrenalina, albo serotonina? A może to działa magia kręgu, kiedy spotykają się ludzie o tej samej pasji?

Morał

Nieważne, jak to działa, ani co właściwie działa. Ważny jest wniosek. W końcu bajka powinna mieć morał, prawda? A morał z tej bajki jest taki, że warto stawiać sobie wyzwania, próbować nowych rzeczy, wychodzić obawom naprzeciw i rozwijać się. Czasem trzeba podjąć decyzję. Pójdę na ten warsztat. Napiszę w końcu tę książkę. Założę bloga. Jak inaczej dowiesz się, na jak wielkie rzeczy Cię stać? Mam w sobie poczucie, że życie podsunie Ci sto razy lepsze zakończenie Twojej przygody niż się spodziewasz. Poważnie! Tylko musisz tę bajkę rozpocząć.

No, to jaką decyzję masz za (przed) sobą?


Photo by Cederic X on Unsplash.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *