Powiedzmy to sobie prosto z mostu: audiobooki to nie książki! Nie pachną ani nowością, ani bibliotecznym kurzem. Nie szeleszczą przy przewracaniu kartek, bo ich nie mają. Bezużyteczne są przy nich zakładki (a zakładki bardzo lubię). Nie można wziąć ich do ręki, pogładzić okładek, ani nacieszyć wzroku ich stroną wizualną. Nie da się przycisnąć ich do piersi, kiedy musisz a tak bardzo nie chcesz się z nimi rozstawać. Nie tworzą klimatu: kocyk, lampka nocna, kubek herbaty z miodem, cytryną i goździkami ( no, nie powiesz mi chyba, że słuchanie audiobooka podczas spaceru tworzy klimat?). Nie, nie, nie…. audiobooki nie mają szans w starciu z książkami!

Tak właśnie myślałam jeszcze kilka dni temu. Co ja wygaduję! Wciąż tak uważam. Z tą małą różnicą, że doceniłam praktyczny aspekt audiobookowania (wiem, słownik języka polskiego nie zawiera jeszcze takiego słowa, ale pewnie niedługo to się zmieni). Wcale nie chodzi o to, że audiobooka mogę słuchać prawie wszędzie: zmywając naczynia, gotując obiad, spacerując. Nie chodzi też o to, że mogę go słuchać a w tle robić coś innego (doceniam to bardzo, choć lubię robić tylko jedną rzecz równocześnie i angażować się w nią całą sobą. Niestety, pracując zdalnie w domu i mając pod opieką małe dziecko, chcąc nie chcąc muszę być multizadaniowa). To o co właściwie chodzi?

Tajemnica audiobooków

Nauka pisania kreatywnego składa się m.in. z analitycznego czytania. Mówiąc prościej: jeśli chcesz pisać dobrą literaturę, czytaj dobrą literaturę. A audiobooki są świetnym narzędziem do nauki świadomego czytania! Kiedy pochłaniam książkę i daję się ponieść historii, muszę pamiętać, żeby równocześnie zachować dystans. Jest mi potrzebny, żeby wyodrębnić elementy takie jak: narracja, styl, opisy wnętrz lub przyrody, dialogi itp. Wymaga to dużej koncentracji, szczególnie na początku tej drogi. Przychodzi mi to z trudem, kiedy czytam tuż przed zaśnięciem, a to zdarza się często. Mój umysł odmawia mi wtedy współpracy.

I tu wkracza tajemnicza moc audiobooków. Kiedy ich słucham, mam wrażenie, że widzę książkę z „lotu ptaka”. Podążam za historią a równocześnie SŁYSZĘ WSZYSTKO: jak brzmią dialogi, czy emocje bohaterów mnie przekonują, jak autor/autorka wprowadza kolejne postacie, jaki jest rytm zdań. Słychać wszystkie elementy warsztatu pisarskiego. Nawet najdźwięczniejszy głos lektora/lektorki nie ukryje drętwych dialogów, kiepskiego stylu, czy błędów logicznych. Dlaczego więc dopiero teraz przekonałam się do audiobooków? Nie mam pojęcia! Przecież nie bez powodu proszę uczestników moich kursów o przeczytanie na głos swoich tekstów. Głośne czytanie jest bardzo pomocne w wyłapywaniu wszelkich zgrzytów językowych. A właśnie, na koniec dam Ci pisarską radę. Pamiętaj, żeby zawsze po napisaniu tekstu przeczytać go sobie na głos. Przekonasz się, że poczujesz różnicę.

I podziel się ze mną informacją, co sądzisz o audiobookach. Słuchasz czy jednak wolisz wersję tradycyjną książki?

Photo: Aaron Burden on Unsplash.

4 komentarze

  1. Mam podobnie i mega doceniam praktyczną stronę 🙂 Szczególnie w długich podróżach samochodem. Co prawda nie słyszę audiobooków aż tak „z lotu ptaka”, ale zwróciłam uwagę na podobną rzecz. Okazało się, że czytając automatycznie przeskakuję fragmenty drętwe, nudne, czy w inny sposób irytujące. W audiobooku nie mogę ich przeskoczyć i nagle stają się niesamowicie jaskrawe 😉

    1. No właśnie! Audiobooki w podróży – do tej pory w dłuższe podróże braliśmy te dla dzieci. I chyba dlatego audiobooki zakodowałam sobie w głowie jako coś dziecięcego. Może stąd mój opór przed audiobookami dla dorosłych? 😀 W każdym razie teraz już nie widzę odwrotu. Zamierzam słuchać i słuchać… 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *